Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogi kulinarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogi kulinarne. Pokaż wszystkie posty

3 sierpnia 2017

o niechodzeniu gatunków

Oprócz tego, że się – ostatnio niezbyt zdrowo, ale przyjemnie – redakcja żywi również przekonanie, iż zastępując długi wywód złożony z wielu słów jednym tylko kolorowym obrazkiem, nie dość, że ułatwi sobie zadanie zamieszczenia kolejnego odcinka przygód wesołej gromadki z Noch Less, tak przecież trudne, to jeszcze zrobi coś dobrego dla wszystkich, którzy czytają teraz te słowa, uprzednio dobrowolnie przyjąwszy na siebie rolę ich odbiorców.

File:Sperm whale Tim Cole NMFS crop.jpg
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Sperm_whale_Tim_Cole_NMFS_crop.jpg
----------
* Typowe menu: oliwki nadziewane papryczkami jalapeño, kozi ser, pomidory, zupa z cukinii, mrożone maliny i pianka cytrynowa; jak można (nie trzeba) się domyślać, przewaga oliwek & pianki.

17 lipca 2017

między kropkami czyli wpis cokolwiek mętny & podługowaty

Jak wiadomo, pamięć płata figle.
Nie tylko ona jednak, i oprócz niej nie wyłącznie Bengalski.
Nie wiedzieć dlaczego, pamięć redakcji przez całe lata (aż chciałoby się napisać wieki) przechowywała niezbyt dokładny cytat z Franza Kafki. O tym, mniej więcej, mówiący, że książki powinny być dla czytelników jak uderzenie pięścią w głowę, jeśli bowiem nie są, po co je czytać i dlaczego, bo przecież nie po to, by czuć się szczęśliwszym –  takie uszczęśliwiające można w razie konieczności czy potrzeby pisać samemu.
Cytat ten, nie wiadomo z jakiego utworu pochodzący i jak właściwie brzmiący, nie dał się wyrugować z pamięci, chociaż kajet, w którym go kiedyś zapisano, przepadł bez wieści, przy czym nie można wykluczyć, że w jakimś przystępie albo w przypływie czegoś został podarty na strzępy i wyrzucony. Jeśli nie spotkał go los drzwi*.
I oto pewnego dnia, dokładnie w zeszły czwartek, redakcja wybrała się na krótką wycieczkę do świata i z powrotem, by zobaczyć, co piszą –  oczywiście, jeśli im nie obrzydło, nie szkoda czasu, się jeszcze chce – ulubieni cyberautorzy i ich komentatorowie.
I na co natknęła się zaraz na początku? W/U I pod niebiem niebieskim i białym na nim obłokiem?
Ano, na cytat.
Z Franza Kafki, a jakże.
O książkach, które powinniśmy czytać takie, nie zaś inne.

Zdjęcie użytkownika Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki.

Teraz będzie naprawdę krótko i na temat.
Otóż pamiętany przez redakcję fragment został z tego cytatu, zgrabnie wyjustowanego centralnie i umieszczonego na tle, które, należy przypuszczać, podobałoby się reniferom Małej Laponki, wykropkowany, ale zaraz odnaleziono go gdzie indziej, najpierw, rzecz jasna, wszcząwszy poszukiwania.
Bez najmniejszego trudu, dodajmy, odnaleziono: wystarczyło powziąć przekonanie, że to on właśnie znajduje się w miejscu kropek, a następnie wpisać do wyszukiwarki kafka faustschlag lesen (tak naprawdę kafka bucher – nawet nie buecher czy bücherlesen, ale tego faktu redakcja nie będzie ujawniać, żeby nie upowszechniać w cyberposzukiwactwie nieprawidłowych praktyk, czyli zwykłego niedbalstwa & lenistwa, w dodatku własnych).
I już.
Ich glaube, man sollte überhaupt nur solche Bücher lesen, die einen beißen und stechen. Wenn das Buch, das wir lesen, uns nicht mit einem Faustschlag auf den Schädel weckt, wozu lesen wir dann das Buch? Damit es uns glücklich macht, wie Du schreibst? Mein Gott, glücklich wären wir eben auch, wenn wir keine Bücher hätten, und solche Bücher, die uns glücklich machen, könnten wir zur Not selber schreiben. Wir brauchen aber die Bücher, die auf uns wirken wie ein Unglück, das uns sehr schmerzt, wie der Tod eines, den wir lieber hatten als uns, wie wenn wir in Wälder vorstoßen würden, von allen Menschen weg, wie ein Selbstmord, ein Buch muß die Axt sein für das gefrorene Meer in uns.
(fragment listu do Oskara Pollaka; cały tekst tu: https://www.literatpro.de/prosa/161116/an-oskar-pollak-prag-27-januar-1904-mittwoch)
Znacznie trudniejsze, obawia się redakcja, może być znalezienie odpowiedzi na dwa pytania Bengalskiego, których chyba jest tak naprawdę trzy: czy należy przyznać rację autorowi cytatu występującego w dzisiejszym odcinku i – jeśli tak – czy czytać / pisać cokolwiek, oraz, czy mając wewnątrz siebie zamarznięte morze można kogokolwiek kochać, zwłaszcza bardziej.

6 kwietnia 2017

kontynuujemy wątek kulinarny
i bardzo nam się on podoba

– Mam! Mam! Nareszcie! – krzyczy Bengalski, a w jego głosie dźwięczy radość & nie słychać ani jednej pluszowej nuty. – No piękne zdjęcie po prostu! A że bez przepisu... Nie było, to co poradzę? Nie wiem, dlaczego nie było. Ale wziąłem, bo ładne, i zaraz ktoś by je nam sprzątnął sprzed nosa. Tylko niech się Wasza Cytrynowość nie zaczyna przypadkiem martwić... Albo płakać... Już siadam i odtwarzam ten przepis. Proszę sobie trochę powyglądać przez okno, a ja w tym czasie... Raz-dwa... Tę suszarkę w końcu zdjęli, wie Wasza Cytrynowość? No naprawdę. Proszę spojrzeć. I całe szczęście, bo jak by komuś spadła na głowę... Ja już... Już zaraz... O, ta warstwa tutaj, na przykład. To jest na pewno z dodatkiem kawy. Prawdziwej. Do czegoś takiego nikt by przecież nie dał cappucino. Nawet Obstynat.
– Zwłaszcza Obstynat – odzywa się z kątka Mała Cy. – On by to cappucino wypił. Zresztą, jak każdy.
– No właśnie, reszta. Reszta normalnie. Znaczy się, sześć białek ubija się z trzema łyżkami espresso i szklanką cukru trzcinowego...
– Przecież Jej Cytrynowość mówiła, że ma być zakwas. To znaczy, nie... Zakwas chyba wypił Okrutny Dreptak, coś kojarzę, że czytałam gdzieś w komentarzu. Wiem! Dolas. Nie, też nie... Dakłas.
– A tam, akurat. Dzisiaj go nie przekonasz. On jest  dzisiaj nie tylko tygrys, ale wręcz Eufrat. Do tego Piszon. I Giszon. I nie pamiętam, co jeszcze.
– Kapiszon?
– Cochon?
– Auchan?
– Korniszon?
– Yyy... Nie. Nie. Nie. Na pewno nie. Poza tym, Jej Cytrynowość, jak ją znam, mówiła dacquoise, z wyraźnym zet na końcu.
– Zet to bezy mają w środku, nie na końcu. Dobry pomysł. Tylko nie wiem, Bengalski, co wymyślisz, żeby nie zbić szklanki – wtrąca się do rozmowy Dobhareach, dotąd bezskutecznie i w milczeniu próbujący nakłonić własny cień do zejścia ze ściany.
– Spokojna głowa. Ja nie jestem Jej Cytrynowość. Ja mam cztery łapy i wszystkie chwytne.
– I ogon masz.
– I uszy...
– Odczepcię się ode mnie, co? Zaraz południe, a ja bym jeszcze chciał zrobić makaroniki.
– Oj, tak! Najlepiej lazanię! Dużo lazanii!
– Lazania najwcześniej w poniedziałek. Teraz bexa. Chciałem powiedzieć, beza.
– Weź zrób Pavolvą, co? Ja jestem pies na Pavolvą.
– A to nie był on? Ten Pawłow?
– Ten pies na pewno. Nie wtrącaj się, my tu z Bengalskim merytorycznie rozmawiamy.
– No właśnie. To ci powiem merytorycznie. Ty jesteś w trzystu procentach hipopotam, Dobek, i nic na to nie poradzisz. Zastanów się lepiej, jak zrobić tę warstwę. O, tę. Ona jest mrożona.
– Może... Może pożyczmy lodówkę od sąsiadów? Zawsze mówią, że gdyby Jej Cytrynowość czegoś potrzebowała...
– Już to widzę. We czwartek. Dwa dni przed niedzielnym obiadem.
– Przed niedzielnym to trzy.
– Nieważne. Lodówki w każdym razie nie dostaniemy. Więc trochę będziemy musieli oszukać. Tylko jak się Jej Cytrynowość zorientuje...
– Wiem. Każe nas wypatroszyć.
– Ale jak wymyślimy tak, żeby dobrze wyglądało...
– I jeszcze lepiej smakowało...
– Posmarujemy kremem. Z bitej śmietany &  mascarpone. I dodamy do niego odrobinę soku z cytryny.
– Ty masz łeb, Bengalski!
– No chyba. Zobaczysz, jeszcze dostaniemy dokładkę.
– Albo nie. Bo z tym to nie wiem.
– Proste. Czarny ryż na słodko z mlekiem kokosowym.
– I zasmażka.
– No, to mamy z głowy. Ale i tak najpierw zdjęcie. Która godzina?
– 12:05. Tylko to drugie jest nie na temat.
– A niby dlaczego nie? Deser to deser. No. To nie marudź. Znowu nam się udało. Wasza Cytrynowość! Wasza Cytrynowość! Zapraszam tutaj! Trzeba zatwierdzić cybermateriały do publikacji!

File:PIA21465 - North Polar Layers.jpg
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:PIA21465_-_North_Polar_Layers.jpg

3 kwietnia 2017

bexa występuje
w nowym charakterze albo kochajmy się

Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów,
Z ingredyjencyjami pomuchl, figatelów,
Cybetów, piżm, dragantów, pinelów, brunelów...
(Pan Tadeusz, Księga XII)

Bloger to ma klawe życie. Pod tym jednak warunkiem, że kulinarny.
Zobowiązanie do prowadzenia bloga, chociaż przyjęte dobrowolnie, jest...
Co tu dużo mówić: zobowiązaniem.
Blogesse oblige.
A zajęć przecież nie brakuje nikomu.
Nawet piszącej te słowa niejakiej be. lemon.
Wciąż coś trzeba, na przykład nowy odcinek albo z Bengalskim do parku pobawić się w berka, nie ma zmiłuj.
Czytelnicy na pewno nie będą czekać w nieskończoność, cierpliwość cyberpapieru też ma swoje granice...
– Wasza Cytrynowość, nie chciałbym przeszkadzać – odzywa się z kuchni Bengalski, na chwilę przerywając poszukiwania dwóch snaków-oczaków, które, jedzone wczoraj o zbyt późnej porze, wpadły do nie wiedzieć czemu otwartej szuflady pełniącej rolę spiżarni bardzo różnych rzeczy – ale zostały dwadzieścia trzy godziny.
Ano właśnie.
Jeszcze historie wymyślać, ciekawe, pouczające...
Co innego bloger kulinarny.
Pomyśli, że na śniadanie zjadłby serek waniliowy z połówką jabłka & wypił kawę, i już.
Jabłko i łyżeczka unurzana w serku homogenizowanym o smaku waniliowym z dodatkiem pokruszonej prawdziwej wanilii zostają udostępnione na fejsie, gorąca kawa marki, nomen omen, instant coffee, trafia na Instagram, bez mleka i cukru co prawda, ale w dobrze widocznych na zdjęciu oparach własnego aromatu identycznego z naturalnym, a kwiecista z różowym spodeczkiem filiżanka, w której ją podano, jeszcze zanim wybije południe służy za punkt wyjścia blogowej opowieści ilustrowanej utworem wykonanym prawie jak na powitanie archireja, chociaż opatrzonym napisami budzącymi szczerą grozę niezależnie od ich niewątpliwej przydatności.
Mimo że blancmange, angielska nazwa  – czy raczej: jedna z angielskich nazw  – deseru występującego w dzisiejszym odcinku pochodzi, jeśli wierzyć cyberetymologom, od starofrancuskiego blanc mangier, czyli biała potrawa / białe danie, jak zobaczą Państwo za chwilę na załączonych ruchomych obrazkach, białe bywa różowe.
Przepis tutaj.
Autorem efektów specjalnych w linkowanym tekście jest jakiś anonimowy cyborg.
Kolektyw dyskretnie zwraca uwagę, że nieźle obeznany z życiem i twórczością Aleksandra Siergiejewicza Puszkina.