3 kwietnia 2017

bexa występuje
w nowym charakterze albo kochajmy się

Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów,
Z ingredyjencyjami pomuchl, figatelów,
Cybetów, piżm, dragantów, pinelów, brunelów...
(Pan Tadeusz, Księga XII)

Bloger to ma klawe życie. Pod tym jednak warunkiem, że kulinarny.
Zobowiązanie do prowadzenia bloga, chociaż przyjęte dobrowolnie, jest...
Co tu dużo mówić: zobowiązaniem.
Blogesse oblige.
A zajęć przecież nie brakuje nikomu.
Nawet piszącej te słowa niejakiej be. lemon.
Wciąż coś trzeba, na przykład nowy odcinek albo z Bengalskim do parku pobawić się w berka, nie ma zmiłuj.
Czytelnicy na pewno nie będą czekać w nieskończoność, cierpliwość cyberpapieru też ma swoje granice...
– Wasza Cytrynowość, nie chciałbym przeszkadzać – odzywa się z kuchni Bengalski, na chwilę przerywając poszukiwania dwóch snaków-oczaków, które, jedzone wczoraj o zbyt późnej porze, wpadły do nie wiedzieć czemu otwartej szuflady pełniącej rolę spiżarni bardzo różnych rzeczy – ale zostały dwadzieścia trzy godziny.
Ano właśnie.
Jeszcze historie wymyślać, ciekawe, pouczające...
Co innego bloger kulinarny.
Pomyśli, że na śniadanie zjadłby serek waniliowy z połówką jabłka & wypił kawę, i już.
Jabłko i łyżeczka unurzana w serku homogenizowanym o smaku waniliowym z dodatkiem pokruszonej prawdziwej wanilii zostają udostępnione na fejsie, gorąca kawa marki, nomen omen, instant coffee, trafia na Instagram, bez mleka i cukru co prawda, ale w dobrze widocznych na zdjęciu oparach własnego aromatu identycznego z naturalnym, a kwiecista z różowym spodeczkiem filiżanka, w której ją podano, jeszcze zanim wybije południe służy za punkt wyjścia blogowej opowieści ilustrowanej utworem wykonanym prawie jak na powitanie archireja, chociaż opatrzonym napisami budzącymi szczerą grozę niezależnie od ich niewątpliwej przydatności.
Mimo że blancmange, angielska nazwa  – czy raczej: jedna z angielskich nazw  – deseru występującego w dzisiejszym odcinku pochodzi, jeśli wierzyć cyberetymologom, od starofrancuskiego blanc mangier, czyli biała potrawa / białe danie, jak zobaczą Państwo za chwilę na załączonych ruchomych obrazkach, białe bywa różowe.
Przepis tutaj.
Autorem efektów specjalnych w linkowanym tekście jest jakiś anonimowy cyborg.
Kolektyw dyskretnie zwraca uwagę, że nieźle obeznany z życiem i twórczością Aleksandra Siergiejewicza Puszkina.

 

6 komentarzy:

  1. I pamiętać żeby nie dodawać do gorącego budyniu, bez względu na kolor, wiórków kokosowych!!! :D :D :D
    A poza tym, "nie takie trudne zadanie"! :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. szczur z loch ness3/4/17

    Wprost przeciwnie Szanowny Panie Zenku. Mając dziewięcioletnie doświadczenie w pisaniu bloga kulinarnego na dodatek zajmującego się stosowaniem tylko jednej przyprawy, tzn. pieprzeniem zapewniam Waszą Cytrynowość, że nie jest to wcale proste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezwykła to przyprawa, pieprz - jak stworzona dla blogerów.
      Jest wszak cytrynowy, kolorowy, długi, żuwny, metystynowy, syczuański, ozdobny, czarny, biały, zielony, czerwony (czyli różowy), mielony...

      Usuń
    2. Niektórzy po spróbowaniu pieprzówki otrzeźwieli swego czasu!!! :D :D ;D

      Usuń
    3. O jeszcze innych dobrze byłoby spytać Imć Bimbrovnicusa, który może tu kiedyś zawita...

      Usuń