– Zwłaszcza Obstynat – odzywa się z kątka Mała Cy. – On by to cappucino wypił. Zresztą, jak każdy.
– No właśnie, reszta. Reszta normalnie. Znaczy się, sześć białek ubija się z trzema łyżkami espresso i szklanką cukru trzcinowego...
– Przecież Jej Cytrynowość mówiła, że ma być zakwas. To znaczy, nie... Zakwas chyba wypił Okrutny Dreptak, coś kojarzę, że czytałam gdzieś w komentarzu. Wiem! Dolas. Nie, też nie... Dakłas.
– A tam, akurat. Dzisiaj go nie przekonasz. On jest dzisiaj nie tylko tygrys, ale wręcz Eufrat. Do tego Piszon. I Giszon. I nie pamiętam, co jeszcze.
– Kapiszon?
– Cochon?
– Auchan?
– Korniszon?
– Yyy... Nie. Nie. Nie. Na pewno nie. Poza tym, Jej Cytrynowość, jak ją znam, mówiła dacquoise, z wyraźnym zet na końcu.
– Zet to bezy mają w środku, nie na końcu. Dobry pomysł. Tylko nie wiem, Bengalski, co wymyślisz, żeby nie zbić szklanki – wtrąca się do rozmowy Dobhareach, dotąd bezskutecznie i w milczeniu próbujący nakłonić własny cień do zejścia ze ściany.
– Spokojna głowa. Ja nie jestem Jej Cytrynowość. Ja mam cztery łapy i wszystkie chwytne.
– I ogon masz.
– I uszy...
– Odczepcię się ode mnie, co? Zaraz południe, a ja bym jeszcze chciał zrobić makaroniki.
– Oj, tak! Najlepiej lazanię! Dużo lazanii!
– Lazania najwcześniej w poniedziałek. Teraz bexa. Chciałem powiedzieć, beza.
– Weź zrób Pavolvą, co? Ja jestem pies na Pavolvą.
– A to nie był on? Ten Pawłow?
– Ten pies na pewno. Nie wtrącaj się, my tu z Bengalskim merytorycznie rozmawiamy.
– No właśnie. To ci powiem merytorycznie. Ty jesteś w trzystu procentach hipopotam, Dobek, i nic na to nie poradzisz. Zastanów się lepiej, jak zrobić tę warstwę. O, tę. Ona jest mrożona.
– Może... Może pożyczmy lodówkę od sąsiadów? Zawsze mówią, że gdyby Jej Cytrynowość czegoś potrzebowała...
– Już to widzę. We czwartek. Dwa dni przed niedzielnym obiadem.
– Przed niedzielnym to trzy.
– Nieważne. Lodówki w każdym razie nie dostaniemy. Więc trochę będziemy musieli oszukać. Tylko jak się Jej Cytrynowość zorientuje...
– Wiem. Każe nas wypatroszyć.
– Ale jak wymyślimy tak, żeby dobrze wyglądało...
– I jeszcze lepiej smakowało...
– Posmarujemy kremem. Z bitej śmietany & mascarpone. I dodamy do niego odrobinę soku z cytryny.
– Ty masz łeb, Bengalski!
– No chyba. Zobaczysz, jeszcze dostaniemy dokładkę.
– Albo nie. Bo z tym to nie wiem.
– Proste. Czarny ryż na słodko z mlekiem kokosowym.
– I zasmażka.
– No, to mamy z głowy. Ale i tak najpierw zdjęcie. Która godzina?
– 12:05. Tylko to drugie jest nie na temat.
– A niby dlaczego nie? Deser to deser. No. To nie marudź. Znowu nam się udało. Wasza Cytrynowość! Wasza Cytrynowość! Zapraszam tutaj! Trzeba zatwierdzić cybermateriały do publikacji!
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:PIA21465_-_North_Polar_Layers.jpg
A cóż to za przekładaniec bezowy kolektyw składa? Wygląda intrygująco i brzmi podobnie!:D :D :D
OdpowiedzUsuńTen zakwas wyżłopała Starsza! :)
Kolektyw dokłada wszelkich starań, a jaki będzie ich wynik - najstarsze nie wiedzą tygrysy...
UsuńObstynat <3 :D
OdpowiedzUsuńNo, on to jest!
OdpowiedzUsuń