Mieszkańcy Noch Less lubią tę porę roku, ale przez wzgląd na wiadomo czyje uczucia pomijają temat milczeniem.
No tak, oni pomijają, ale przecież nie Internet.
Internet nie pomija niczego.
W Internecie już zapowiadane są upały.
Więc w garnku – a dokładniej, pod cytrynowym beretem, niegdyś raczej nazywanym deklem – już pojawiła się w związku z tym myśl...
Może być zamknięte.
Ale jeśli w ogóle, dopiero za jakiś czas.
Jeszcze nie dzisiaj.
Dzisiaj Bengalski leży na podłodze & czyta*.
Wyobraźcie sobie, Drodzy Czytelnicy, o lecie.
Co za zbieg okoliczności.
W tej sytuacji nie będziemy podkreślać faktu, że również o smoku.
I tego, że za podściółkę służy mu niedźwiedzia skóra.
Podobno sztuczna.
Bardzo lubił bawić się na łąkach, a bawił się jak małe koty: gonił blaski i cienie, zagarniał je łapą, a gdy mu umykały, pędził za nimi w podskokach, przewracał się na grzbiet, machał łapami o złotych pazurach, turlał się, staczał w przyrowki i skradał na przykurczonych łapach, szurając łuszczastym brzuchem po liściach dzikich zielsk. Czasem, gdy słońce mocno dopiekało, kładł się na płask na dnie rowu, nieruchomiał, przymykał złote powieki i szparkami ślepiów śledził kołujące pszczoły, osy, żuki, bąki i motyle. A gdy tak leżał pośród dzikiej mięty, rdestu, podbiału, nawłoci i melisy – trudno było go, złotozielonego, odróżnić od gąszczu zielonych liści i złotawych kwiatuszków.
– No, to mi się naprawdę podoba – stwierdza, zamyka książkę, wstaje i podchodzi do stołu, za którym, jak w każdy czwartek o tej porze, siedzi przy komputerze niejaka be. lemon, cyzelując najnowszy odcinek. – To by nawet mogło być o mnie. Też bym tak lubił. Ale niech się Wasza Cytrynowość nie martwi – dodaje pozornie bez związku – w tej Wikipedii rzeczywiście mają wszystko. Proszę spojrzeć, jaki patent na lato. Budyń będę donosił w miarę potrzeby. Chyba najlepiej w termosie? A jak się jednak Waszej Cytrynowości znudzi, na pewno znajdziemy coś innego.
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Aage_Berthelsen_maler_Gnipahulen.png----------
* Bajki Hanny Januszewskiej z ilustracjami Antoniego Boratyńskiego, wydane w 1975 r. przez Naszą Księgarnię.
Cytowany fragment pochodzi ze Smoka i królewny.
Głowę bym dał, że ten uroczy fragment o smoku to Wasza Cytrynowość wymyśliła...wszak dekiel (skoro już stosujemy takie nazewnictwo) ma nie od parady ;) A tu zonk! Ktoś Cię uprzedził.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i serdecznie dziękuję, albowiem zainspirowałaś mnie :)
Nie tyle chyba doceniona poczułam się, Celcie, co przeceniona (nie, nie mam na myśli trzeciej ceny w Pennymarkcie)? Ale i tak nadzwyczaj miło. A fragment jest rzeczywiście uroczy - żałuję, oczywiście, że nie wyszedł spod cytrynowego cyberpióra, ale kto wie, czym rozkwitnie na Polance?
OdpowiedzUsuń