30 marca 2017

na dzień dzisiejszy chyba osiemdziesiąt pięć?

Z przybliżonych wyliczeń kolektywu – wykonaniem dokładniejszych nikt, oczywiście, nie zawracał sobie głowy – wynika, że kalendarzowe lato zacznie się za osiemdziesiąt pięć dni.
Mieszkańcy Noch Less lubią tę porę roku, ale przez wzgląd na wiadomo czyje uczucia pomijają temat milczeniem.
No tak, oni pomijają, ale przecież nie Internet.
Internet nie pomija niczego.
W Internecie już zapowiadane są upały.
Więc w garnku – a dokładniej, pod cytrynowym beretem, niegdyś raczej nazywanym deklem – już pojawiła się w związku z tym myśl...
Może być zamknięte.
Ale jeśli w ogóle, dopiero za jakiś czas.
Jeszcze nie dzisiaj.
Dzisiaj Bengalski leży na podłodze & czyta*.
Wyobraźcie sobie, Drodzy Czytelnicy, o lecie.
Co za zbieg okoliczności.
W tej sytuacji nie będziemy podkreślać faktu, że również o smoku.
I tego, że za podściółkę służy mu niedźwiedzia skóra.
Podobno sztuczna.
Bardzo lubił bawić się na łąkach, a bawił się jak małe koty: gonił blaski i cienie, zagarniał je łapą, a gdy mu umykały, pędził za nimi w podskokach, przewracał się na grzbiet, machał łapami o złotych pazurach, turlał się, staczał w przyrowki i skradał na przykurczonych łapach, szurając łuszczastym brzuchem po liściach dzikich zielsk. Czasem, gdy słońce mocno dopiekało, kładł się na płask na dnie rowu, nieruchomiał, przymykał złote powieki i szparkami ślepiów śledził kołujące pszczoły, osy, żuki, bąki i motyle. A gdy tak leżał pośród dzikiej mięty, rdestu, podbiału, nawłoci i melisy – trudno było go, złotozielonego, odróżnić od gąszczu zielonych liści i złotawych kwiatuszków.
– No, to mi się naprawdę podoba – stwierdza, zamyka książkę, wstaje i podchodzi do stołu, za którym, jak w każdy czwartek o tej porze, siedzi przy komputerze niejaka be. lemon, cyzelując najnowszy odcinek. – To by nawet mogło być o mnie. Też bym tak lubił. Ale niech się Wasza Cytrynowość nie martwi – dodaje pozornie bez związku – w tej Wikipedii rzeczywiście mają wszystko. Proszę spojrzeć, jaki patent na lato. Budyń będę donosił w miarę potrzeby. Chyba najlepiej w termosie? A jak się jednak Waszej Cytrynowości znudzi, na pewno znajdziemy coś innego.

File:Aage Berthelsen maler Gnipahulen.png https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Aage_Berthelsen_maler_Gnipahulen.png
----------
* Bajki Hanny Januszewskiej z ilustracjami Antoniego Boratyńskiego, wydane w 1975 r. przez Naszą Księgarnię. 
Cytowany fragment pochodzi ze Smoka i królewny.

2 komentarze:

  1. Głowę bym dał, że ten uroczy fragment o smoku to Wasza Cytrynowość wymyśliła...wszak dekiel (skoro już stosujemy takie nazewnictwo) ma nie od parady ;) A tu zonk! Ktoś Cię uprzedził.

    Pozdrawiam i serdecznie dziękuję, albowiem zainspirowałaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tyle chyba doceniona poczułam się, Celcie, co przeceniona (nie, nie mam na myśli trzeciej ceny w Pennymarkcie)? Ale i tak nadzwyczaj miło. A fragment jest rzeczywiście uroczy - żałuję, oczywiście, że nie wyszedł spod cytrynowego cyberpióra, ale kto wie, czym rozkwitnie na Polance?

    OdpowiedzUsuń