2 maja 2016

(w)skutek wyeksploatowania tematu, pomysłów, rezerw, zapasów i zasobów czyli
niejaka be. lemon
z wizytą u Pana W.

Będzie odtąd Wzmiankowany łyżeczki liczyć srebrne i widelczyki,
ilekroć Mu przyjdzie Jej Cytrynowość deserem podejmować, oj, będzie.
Jeśli, rzecz jasna, kiedykolwiek.
Co skonstatowawszy, wzdycha się następnie, mówi trudno & pisze dalej.
Poniedziałek przecież dzisiaj, Czytelnicy niebawem wstaną...
Blogesse oblige...
No, więc...  O czym to ja miałam...
Chciałam...
Otóż, jak się wydaje, Onże nie najlepszego był mniemania o kropkach,
którymi własnoręcznie ugarnirował swój wpis zeszłoczwartkowy.
Nie trzeba jednak tak bystrego obserwatora jak Bengalski, 
ani cytrynowego oka (ócz tych jest, gwoli ścisłości, dwoje), o którym w cyberświecie niejedną już nucą balladę i niejedną snują opowieść, 
by dostrzec, że pod kropką żółtą, będącą w istocie, jak stwierdzono dawno temu i przy innej okazji, kwadratem, kryje się nieodparcie urokliwy, pozwolimy sobie uważać, materiał filmowy przedstawiający większą liczbę dzieci, małych i, na szczęście, wyłącznie cudzych, jedno w drugie wyglądających jak olbrzymie Psylloborae vigintiduopunctatae.
Cokolwiek może blade i miejscami bardziej różowe, ale jednak.
Zresztą, Ewentualni Czytelnicy i Widzowie, zobaczcie sami.
Nawet jeśli nie pierwszy raz.

2 komentarze: