Globus pozostanie w tle.
A my skupimy się w dzisiejszym odcinku na działaniach lokalnych.
Jakże ulubionych.
Przyglądając się nieco bliżej pewnej martwej naturze.
Niezbyt blisko & nie bardzo długo.
I tak nic nam nie umknie.
My też nie umkniemy, dodaje Bengalski mieszając budyń.
Chociaż wcale niewykluczone, że ulubioną przez osły & hipopotamy
kaszkę cytrynową.
Dobranoc Państwu!
A tuś mi, bratku! Tu żeście się schowali, huncwoty jedne, czeredą całą i nikt, nawet pies z kulawą nogą czy inny Bęgalski albo dreptak się o tem nie zająknął nawet... Oj, będę ja musiał za konsekwencje pociągnąć...
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
I lisez żadnego na zaproszeniu nie było... A s'il vous plaît właściwie tylko poniekąd...
UsuńPan Wachmistrz to się dopiero schował... Że aż strach... Ale wolnym będąc, nawet bać się garnek nie mógł porządnie; trwał tylko, drżenie niejakie tłumacząc sobie jak umiał, tzn. metafizycznością...
OdpowiedzUsuńA Wachmistrzowi co się porobiło???
OdpowiedzUsuńMusi że od nadmiaru wrażeń drogę do garnka zgubił? Taż od września tu drogi wiodą! :D :D :D
droga, widać...
Widać...
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=nHAlgBMiGSk
:D :D :D
OdpowiedzUsuń