dzisiejszy poniedziałek jest
czterysta szesnastym
dniem roku, do końca
parę ich zapewne pozostało,
imieniny obchodzą
Antonio, Lucio & Vivaldi, wschód Słońca niewykluczone,
że niebawem nastąpi, Dobhareach z Bengalskim gotują budyń i może
nikt nie zauważy, że ten odcinek już kiedyś był
Za moich czasów rok był zdecydowanie krótszy. Dzisiaj tolerancja dla jego przedłużania wydaje się być niepotrzebnie nadmierna.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Utwór taki, stwierdza unisono kolektyw, że nijakiej nie potrzebuje tolerancji...
Usuńz przyjemnością słucham sobie odcinka, wypadałoby jeszcze , żeby za oknem sypał śnieg w tempie nieśpiesznym... ale nie sypie
OdpowiedzUsuńMoże i nie sypie, ale trochę go jednak nasypało...
Usuńoo, tutaj to już na całego! i w tempie narastającym
Usuń(a nie wiem, co ja o tym śniegu, jeszcze przecież zimy nie ma i wcale mi do niego nie tęskno) :)
Może kolektyw tak głośno tęsknił do śniegu (ale w jego wariancie idealnym, nie miejskim), że aż usłyszałeś & wyraziłeś?
UsuńAnd may the deities forgive--
OdpowiedzUsuńMoże nie być przebacz. Czterysta szesnasty jest ten:
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=sbT7dZqocqI
Tak zupełnie bez głowy???? :)
UsuńJam spróbował na mej głowie,
UsuńNa kształt gwiazdy kałakuckiej,
Nosić gwiazdę myśli ludzkiej
I z tą gwiazdą żyć surowie (...)
Zupełnie. Ale przecież niekoniecznie.
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=XYjZye6D63w
Obstynacie! Osiołku kochany!
OdpowiedzUsuńMmmmmmmmmmmmmmmmmm!
Usuń