1 marca 2018

jak wszędzie to wszędzie albo
zima w garnku, w garnku zima

Zima Tuwima, excusez la rime. Co z propozycją, żeby oddać poecie cały rok 2018, niechby i nieoficjalnie, kolektyw nie wie. Ale bez wahania, chociaż z opóźnieniem – w niedzielę spodziewane jest ocieplenie, a dzisiaj  o szóstej już dniało – przepisuje z Cyberźródła. Ku własnej ciesze &, ma nadzieję, wspólnemu pożytkowi.

O ciemnej szóstej
W mroźny poranek
Bębni w ulice
Jazgot blaszanek.

 Juczący po bruku
Wolno, daleko.
W sinych blaszankach
Bulgoce mleko.

Konie parują,
Ludzie się chwieją,
Wozy skrzypiące
Ciężko kuleją.

O ciemnej szóstej
W mroźny poranek
W sen mój się wbłąkał
Werbel blaszanek.

W grubym kożuchu
Drzemię na koźle,
Chucham jak matka
W sny moje zmrożone.

Żywot mój senny,
Znieruchomiały,
Zalewa bełkot
Mleczny i biały.

Biały i ciepły
Bulgot matczyny
Tuli mnie w łonie
Pod burką zimy.

Już mnie poczęło,
Już się zaczynam,
Tchnieniem się błąkam
We śnie matczynym.

W mleku dalekim
Echo kołysze,
Dudnią furmanki
Wciąż dalej, ciszej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz