24 stycznia 2018

czyżby?

Bo człowiekowi trzeba okazywać szacunek za życia, a nie, gdy już umrze: wtedy wszystko należy zostawić własnemu biegowi?
Albo umarłym, niech grzebią swoich umarłych?
Bo news sprzed dwóch dni to jest kein news?
Bo jakże to, tłoczyć się wśród tylu żałobników, z których wielu to po prostu cmentarne hieny?
Blogerzy książkowi i inni z krótszych & dłuższych list milczą.
Może szukają słów.
Może nie próbują ich nawet znaleźć.
Bo nigdzie ani jednego.
Więc nigdzie ani jednego.
https://www.theguardian.com/books/2018/jan/24/a-life-in-quotes-ursula-k-le-guin
http://lubimyczytac.pl/cytaty/17930/autor/ursula-k-le-guin 

2 komentarze:

  1. (...)W otchłaniach światła, od bramy nieba, nadlatywał smok, a za wijącym się, opancerzonym
    cielskiem ciągnęła się smuga ognia. Wtedy Tenar przemówiła.
    - Kalessin! - krzyknęła, po czym, odwróciwszy się, chwyciła Geda za rękę i pociągnęła go
    w dół, na skałę. Przetoczył się nad nimi ryk ognia. Zagrzechotała kolczuga i wiatr zagwizdał w
    uniesionych skrzydłach. Przypominające ostrza kos pazury zaszczekały o skałę.
    Wiatr wiał od morza. Maleńki oset, rosnący w szczelinie skały obok jej dłoni, poruszał się
    na wietrze. Przy niej był Ged. Kulili się ramię przy ramieniu, mając za sobą morze, a przed sobą -
    smoka. Ged przemówił ochrypłym, drżącym głosem, w smoczym języku. Tenar zrozumiała słowa,
    które brzmiały:
    - Dziękujemy ci, Najstarszy.
    Patrząc na Tenar Kalessin odezwał się potężnym głosem przypominającym dźwięk, jaki
    wydaje gong pocierany metalową miotłą:
    - Aro Tehanu?
    - Dziecko - rzekła Tenar. - Therru! - Zerwała się na nogi, aby biec, szukać swojego dziecka.
    Ujrzała, jak nadchodzi wzdłuż krawędzi skały, między górą a morzem, w kierunku smoka.
    - Nie biegnij, Therru! - krzyknęła, lecz dziewczynka dostrzegła ją i biegła wprost do niej.
    Przylgnęły do siebie.
    Smok odwrócił swoją ogromną, ciemnordzawą głowę, by przyjrzeć się im obydwoma
    oczyma. Jamy nozdrzy, wielkie jak kotły, jarzyły się od ognia i unosiły się z nich wstęgi dymu. Żar
    smoczego cielska przebijał się przez zimny morski wiatr.
    - Tehanu - powiedział smok.
    Dziecko odwróciło się, żeby na niego spojrzeć.
    - Kalessin - rzekło.
    Wówczas Ged, który pozostawał na klęczkach, wstał, aczkolwiek na drżących nogach,
    chwytając ramię Tenar, by odzyskać równowagę. Roześmiał się.
    - Teraz wiem, kto cię wezwał, Najstarszy! - zawołał.
    - Ja - powiedziała dziewczynka. - Nie wiedziałam, co innego mogę zrobić, Segoyu.
    Wciąż spoglądała na smoka i przemawiała w języku smoków, słowami Tworzenia.
    - To dobrze, dziecko - odrzekł smok. - Długo cię szukałem.
    - Czy polecimy tam teraz? - zapytało dziecko. - Tam, gdzie są inni, na inny wiatr.
    - Porzuciłabyś ich?
    - Nie - odparła dziewczynka. - Czy oni nie mogą polecieć?
    - Nie mogą polecieć. Ich życie jest tutaj.
    - Zostanę z nimi - oświadczyło dziecko z nieco zapartym tchem. Kalessin odwrócił łeb, by
    wydać ogromny, gorący podmuch śmiechu, lekceważenia, radości czy też gniewu.
    - Hah! - Po czym, ponownie spoglądając na dziecko, rzekł: - To dobrze. Masz tu coś do
    zrobienia.
    - Wiem - odparło dziecko.
    - Wrócę po ciebie - powiedział Kalessin. - W swoim czasie. - A do Geda i Tenar: - Oddaję
    wam swoje dziecko, jak wy oddacie mi swoje.
    - W swoim czasie - rzekła Tenar.
    Kalessin nieznacznie skinął swoją olbrzymią głową i długa paszcza o szablastych zębach
    wykrzywiła się nieco.
    Ged i Tenar odsunęli się na bok wraz z Therru, gdy smok odwrócił się, wlokąc swój pancerz
    po skalnej półce, ostrożnie stawiając szponiaste stopy, zbierając swój czarny zad niczym kot, aż
    wzbił się w powietrze. Skrzydła strzeliły w górę, karmazynowe w nowym świetle, kolczasty ogon
    zadźwięczał na skalistej powierzchni urwiska i stwór odleciał, zniknął - mewa, jaskółka, myśl.(...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twórczyni Światów i Mistrzyni Obrazów!

      Usuń