nie ma takiej rury na świecie – ale jest wolny garnek • I'm loving it, sort of • na kłopoty Bengalski
8 czerwca 2017
niby normalny dzień, ale czwartek
– No to nie szukam dalej. Właściwie, to mi się nawet dość podoba. Landszaft jak najbardziej zagraniczny, więc poznawczo O.K. I jak to brzmi – Lotaryngia... Pod innymi względami też wporzo, musi Wasza Cytrynowość przyznać. Płasko, do zwiedzania chyba nic w okolicy nie ma – zresztą, drzewa zasłaniają – & za ślicznie nie jest. To dobrze, mniej się człowiek rozprasza. A co dopiero tygrys. Co prawda, słupki mogły być wszystkie drewniane. I mniej łyso oczywiście. Bardziej zielono. A znów niebo bardziej niebieskie. Woda czystsza. Kwiatków trochę. Ptaszek gdzieś jakiś. Krówka. Pacholę w kolorowych porteczkach. Autochton z grabiami. Ja w ogóle jestem zwolennikiem sztafażu, mówiłem już? Jak mówiłem, to się nie powtarzam, zreasumuję tylko. Na dzisiejszy spacer wystarczy. A że szału nie ma... Za to jest muscovado, znalazłem w szufladzie. No to karmelowy. Jak to, CO karmelowy? Uśmiech tygrysa oczywiście.
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Marsalruisseau.jpg
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz