nie ma takiej rury na świecie – ale jest wolny garnek • I'm loving it, sort of • na kłopoty Bengalski
22 października 2016
pas ce soir, Joséphine
Co poniżej, kolektyw znalazł, robiąc porządki w cyberszufladzie.
Znalazłszy, zamieszcza niezwłocznie, nie czekając ani wieczora, bo właściwie dlaczego & po co, ani ostatnich dni grudnia tego – lub innego – roku.
Wierszyk A. Waligórskiego, cytowany na starym Dreptakowisku i niedawno u Vulpiana :)
Kariera Marysi
Po szumiącym pięknym lesie Idzie dziewczę, koszyk niesie. Niesie dziewczę kosz z grzybami, Przekomarza się z ptaszkami. Siedzi czyżyk na patyku: - Co tam niesiesz w tym koszyku? Może rybki albo pipki? - Nie, mój ptaszku, niosę grzybki! Będą dobre niesłychanie, Gdy uduszę je w śmietanie! Zajrzał lisek przez paprocie: - Jakie grzybki niesiesz, trzpiocie? Borowiki, czy rydzyki? - Nie, mój lisku, sromotniki. Będzie dużo śmiechu w chacie, Gdy je ugotuję tacie! Wylazł wilk, drżą pod nim udka: - Maryś, dyćżeż to jest trutka, Może z tego być ambaras, Bo ci tatko kojfnie zaraz... Toż powali nawet byka Taka porcja sromotnika! Roześmiała się dziewczyna Jak ten strumyk, jak kalina... - Toć wszystkiego jeść nie musi, Gdyż połowę dam mamusi! Załkał gorzko jesion dumny: - Hej, porobią ze mnie trumny! Nie bądź Maryś, taki psotnik, Wyrzućżeż won ten sromotnik! Duma Maryś, drapiąc nogę: - Choćbym chciała, to nie mogę, Nie chcę robić wszak awarii Pani Konopnickiej Marii, Dzięki niej mam szanse duże Znaleźć się w literaturze, A w tej całej polityce Przeszkadzają mi rodzice... Tu tupnęła z mazowiecka, Zafurczała za nią kiecka, Pomarszczyły się pończochy I pobiegła w stronę wiochy. ...a las cały szemrał słodko: - Z Bogiem, Marysiu Sierotko...! http://www.waligorski.art.pl/liryka
Gdybym miała okoliczność spotkania owej Marysi z wierszyka W.(choć niekoniecznie byłabym zachwycona, gdyby Marysia wyglądała, jak ta z pocztówki Bexy) podszepnęłabym jej lekturę książki Olgi Tokarczuk - „Dom dzienny, dom nocny”, gdzie podano przepisy na oryginalne potrawy z grzybów uważanych powszechnie za niejadalne. Marysia nie musiałaby się głowić, a w dodatku uchodziłaby za oczytaną dzieweczkę. Rodzice też byliby z Marysi dumni.
Viel Glück in jedem Tag!
OdpowiedzUsuńPięknie dziękujemy za piękne życzenia!
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, piękna to rzecz, freier langsamer Topf...
Ja, ja, of course, natürlich ;-)))
UsuńOf course my horse.
UsuńWierszyk A. Waligórskiego, cytowany na starym Dreptakowisku i niedawno u Vulpiana :)
OdpowiedzUsuńKariera Marysi
Po szumiącym pięknym lesie
Idzie dziewczę, koszyk niesie.
Niesie dziewczę kosz z grzybami,
Przekomarza się z ptaszkami.
Siedzi czyżyk na patyku:
- Co tam niesiesz w tym koszyku?
Może rybki albo pipki?
- Nie, mój ptaszku, niosę grzybki!
Będą dobre niesłychanie,
Gdy uduszę je w śmietanie!
Zajrzał lisek przez paprocie:
- Jakie grzybki niesiesz, trzpiocie?
Borowiki, czy rydzyki?
- Nie, mój lisku, sromotniki.
Będzie dużo śmiechu w chacie,
Gdy je ugotuję tacie!
Wylazł wilk, drżą pod nim udka:
- Maryś, dyćżeż to jest trutka,
Może z tego być ambaras,
Bo ci tatko kojfnie zaraz...
Toż powali nawet byka
Taka porcja sromotnika!
Roześmiała się dziewczyna
Jak ten strumyk, jak kalina...
- Toć wszystkiego jeść nie musi,
Gdyż połowę dam mamusi!
Załkał gorzko jesion dumny:
- Hej, porobią ze mnie trumny!
Nie bądź Maryś, taki psotnik,
Wyrzućżeż won ten sromotnik!
Duma Maryś, drapiąc nogę:
- Choćbym chciała, to nie mogę,
Nie chcę robić wszak awarii
Pani Konopnickiej Marii,
Dzięki niej mam szanse duże
Znaleźć się w literaturze,
A w tej całej polityce
Przeszkadzają mi rodzice...
Tu tupnęła z mazowiecka,
Zafurczała za nią kiecka,
Pomarszczyły się pończochy
I pobiegła w stronę wiochy.
...a las cały szemrał słodko:
- Z Bogiem, Marysiu Sierotko...!
http://www.waligorski.art.pl/liryka
hmm, może i trochę podobna do Marysi ... ale ta broda...?!
UsuńJesteś pewny, Dreptaku, że to ona?
Józefina to też nie jest, i nie sromotnik - czyli imprimatur.
Usuńhttp://nagrzyby.pl/atlas/194
Zaraz zapytają, czy tam i tu jeszcze mówi się po polsku...
OdpowiedzUsuńJuż widzę Jej Cytrynowość, jak udaje, że nie słyszy.
UsuńMarysia jak Marysia, ale grzybek słuszny! :D :D :D
OdpowiedzUsuńAni rybki, ani pipki, tylko grzybki!!! :)
A może raczej ani rybki, ani pipki, ani grzybki?
UsuńNie radziłbym, Wasza Cytrynowość, jeszcze kto jaką diagnozę postawi i dopiero będzie.
Usuńhttp://www.newhealthadvisor.com/Winnie-the-Pooh-Disorders.html
To wszystko nasze!!! :D :D :D
UsuńWychodzi na to, że już lepiej te grzybki...
UsuńGdybym miała okoliczność spotkania owej Marysi z wierszyka W.(choć niekoniecznie byłabym zachwycona, gdyby Marysia wyglądała, jak ta z pocztówki Bexy) podszepnęłabym jej lekturę książki Olgi Tokarczuk - „Dom dzienny, dom nocny”, gdzie podano przepisy na oryginalne potrawy z grzybów uważanych powszechnie za niejadalne.
OdpowiedzUsuńMarysia nie musiałaby się głowić, a w dodatku uchodziłaby za oczytaną dzieweczkę.
Rodzice też byliby z Marysi dumni.
Chyba że Marysia zaserwowała im już swoje grzybki.
UsuńOdkąd JO Kneź został szamanem, to Dreptakowi ręka zwisła przed zrywaniem różnego zielska, w tym i grzybków, bo nie znasz dnia ani godziny! :D :D :D
OdpowiedzUsuńPodejrzewam, że w cieniu własnych kapeluszy grzyby mówią to samo...
Usuń