Że podtytuł mówi prawdę, wie każdy.
Nie wyłączając Bengalskiego.
A ona, niejaka be. lemon, wręcz zapragnęła.
Bo pozazdrościła.
Blogerkom kulinarnym, między innymi, tym najsłynniejszym i tym mniej znanym.
Dziś zatem, Ladies & Gentlemen, w wolnym garnku – ta dammmm – przepis!
Na najlepszą i najprostszą zupę pomidorową świata.
Nie tego, tamtego, trzeciego albo Dysku.
Świata Noch Less.
Ale to okaże się dopiero za chwilę; nie uprzedzajmy wypadków.
Najpierw kolejne ostrzeżenia: lokowanie produktów jest nieuniknione, nastąpi.
Wersja dla wegetarian i posiadaczy kuchenek gazowych.
Z makaronem; lubiący pomidorową z ryżem proszeni są o wyrozumiałość.
Wpis propaguje czytanie przy jedzeniu.
Oprócz artykułów spożywczych potrzebne będą:
– wygodne krzesło lub fotel (niewygodne po co),
– książka, którą właśnie czytamy-czytaliśmy sto razy, ale chętnie przeczytamy sto pierwszy-chcemy przeczytać (Zwierzyniec państwa Sztenglów / jedna z nowości polecanych przez blogerów książkowych / jakakolwiek inna, najlepiej niezbyt dużego formatu, w twardej zmywalnej oprawie i dająca się bez trudu położyć & rozłożyć na kuchennym blacie lub stole),
– garnek do gotowania na parze (dwuczęściowy, składający się z dolnego garnka właściwego i nadstawki mającej zasadniczo również postać typowego garnka z uszami, ale z dziurkowanym dnem; uszy im mniej przylegające i im mniej się nagrzewające, tym lepiej),
– rękawica kuchenna lub tak zwana łapka (ale w zupełności wystarczy ściereczka z mikrofibry),
– czajnik elektryczny,
– szklanka (ewentualnie dwie) o pojemności 200-500 ml, chętnie z grubego szkła,
– widelec lub łyżka (najlepiej drewniana).
Składniki (na osobę):
– sok pomidorowy 100% lub sok wielowarzywny bez soli lub sok warzywny + imbir, jedna butelka (szklana) 300 ml (w ostateczności sok pomarańczowy lub mleko, o których jednak większość dietetyków wyraża się nie najlepiej i których wprowadzenie do niniejszego przepisu niepotrzebnie go skomplikuje – wystarczy ich więc 200-500 ml & ta tutaj wzmianka),
– sok pomidorowy tabasco w opakowaniu i ilości jak wyżej,
– makaron zwany kupnym lub gotowym, najlepiej kolanka ozdobne nr 33, fale nr 45 lub odlotowe uszka dischi volanti nr 40, pełnoziarnisty lub nie, w zależności od potrzeb, chęci i możliwości jedna szklanka lub więcej,
– woda (tyle, ile mieści czajnik, czyli około 1,5 litra; na szklankę suchego makaronu potrzeba jej 1 l),
– sól (szczypta lub dwie, ale niekoniecznie),
– pieprz mielony czarny, biały, czerwony, zielony, syczuański lub cayenne (do smaku i również opcjonalnie; odmiany i kolory według uznania),
– masło (tyle, ile da się go niezachłannie nabrać na łyżeczkę do herbaty).
Napełnić czajnik wodą, włączyć i, siedząc możliwie wygodnie na krześle lub w fotelu, poczekać, aż woda się zagotuje.
Zanim to nastąpi, otworzyć butelkę z sokiem pomidorowym 100% lub wielowarzywnym i jej zawartość przelać do szklanki. Zwolennicy większej prostoty w kuchni i jadalni mogą, rzecz jasna, nie przelewać.
Spróbować, biorąc duży łyk. Jeśli uznamy to za wskazane, doprawić sok solą i pieprzem.
Makaron wsypać do garnka, w którym ma się gotować, dodać sól (oczywiście, jeśli jej używamy). Zamieszać lub parokrotnie potrząsnąć, ustawić garnek na kuchence i, jeśli czajnik jeszcze samoczynnie się nie wyłączył, nadal czekać, aż woda w nim zacznie się gotować.
Gdy to nastąpi lub jeśli nastąpiło nieco wcześniej, zalać makaron wrzątkiem i włączyć gaz pod garnkiem – płomień powinien być początkowo dość duży, ale gdy woda z makaronem się zagotuje (po mniej więcej minucie), należy go zmniejszyć.
Przedtem dolać jeszcze trochę wody z czajnika.
Zmniejszyć gaz i ponownie wygodnie usadowić się na krześle lub w fotelu.
Otworzyć książkę i czytać ją sobie, popijając sok.
Makaron ma się cały czas gotować: tak długo, aż uznamy, że osiągnął pożądany przez nas stopień twardości.
Czy raczej miękkości – jak Czytelnicy zapewne zdążyli się zorientować, przepis prezentowany w dzisiejszym odcinku raczej faworyzuje miłośników nieśpiesznego czytelnictwa, zarazem cokolwiek dyskryminując tych, którzy swoje pasty najchętniej jadają al dente, niż odwrotnie.
Gdy stwierdzimy, że czas już odcedzić makaron, zrobić to, posługując się nadstawką z dziurkowanym dnem, uprzednio dopijając sok, przerywając czytanie i wyłączając gaz.
Odcedzony makaron (uważać, jest gorący!) umieścić na powrót w garnku właściwym; nadstawkę najlepiej włożyć od razu do zlewu i zalać wodą. Ale nie zapominać, że makaron stygnie!
Do garnka z makaronem dodać masło. Odczekać, aż się rozpuści; możliwie energicznie i dokładnie wymieszać.
Wyłączyć lub wyciszyć telefon.
Raz jeszcze usiąść wygodnie. Otworzyć butelkę z sokiem pomidorowym tabasco i przelać jej zawartość do szklanki. Można nie przelewać (patrz wyżej).
Pewnym ruchem ująć jedną dłonią łyżkę, a drugą przysunąć sobie garnek z omaszczonym makaronem. Na kolanach na wszelki wypadek położyć serwetkę.
Otworzyć książkę w miejscu, w którym przerwaliśmy lekturę, żeby odcedzić makaron.
Czytać, jeść, małymi łykami pić sok, czytać, znowu jeść – aż do wyczerpania makaronu.
Potem już tylko czytać.
Gdy zacznie zapadać zmierzch, włączyć światło.
Spojrzeć na zegar lub zegarek.
Jeśli wskazuje 18:15, za niespełna pół godziny Bengalski zaserwuje na podwieczorek kakao i drożdżówki z budyniem.
Przedstawioną zupę proponowałbym nazwać "pomidorową analityczną", co dodatkowo odróżni ją od syntetycznych fast food'ów...
OdpowiedzUsuń"Esencjonalną" chętnie bym jeszcze dodała, nawet "kwint-"...
UsuńZdecydowanie al dente także w odniesieniu do wody w czajniku i soku w butelce:) Ponieważ jednak w butelce to ja preferuję co innego, to przepisu na zupę chmielową teraz wyglądał będę...:)
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Wrześniowa, przypuszczam, już wkrótce, Panie Wachmistrzu:
Usuńhttp://www.browarpinta.pl/pinta-miesiaca...
Hmmm... i tak bez żadnej zieleniny? Ja bym posypał zieloną pietruszką, albo bazylią! :)
OdpowiedzUsuńA może koperkiem?
UsuńNie chcij oleju truflowego, Okrutny Zenonie - zresztą, zabrał go kolektyw - jesteś przecie najlepszą w cyberświecie blogerką kulinarną, a to wyrób ściemniaczy. Za to trufle... Wawela...
Et tu Bexa contra???
UsuńMuszą mię jeszcze cycki urosnąć i ten koperek!!! :D :D :D
oj tam!
UsuńTaki szczegół: cycki... phi!
Hę?
UsuńHę? Hę?
OdpowiedzUsuńNo, żeby zostać blogerką (kulinarną!) i posypać koperkiem!!! :D :D :D
UsuńPOSYPAĆ KOPERKIEM?
UsuńSama sugerowałaś!!! A co to za blogerka (kulinarna!) bez atrybutów? :D :D :D
UsuńA kolektyw może się podzieli tym truflowym? Na zamianę będzie suszony podgrzybek!!! :)
UsuńTe, no... No, te... atrybuty... to Jej Cytrynowość par excellence posiada, ale koperek nie ma. Szans nie ma, znaczy się, u niej. Kolektywu też na razie nie ma. Ale ja jestem :D :D :D. – dotyczy posta
OdpowiedzUsuńNo to co zrobić bez koperku??? :(
UsuńNa to pytanie odpowiedź jest prosta i Ty ją znasz :D, Okrutny Mistrzu (Czerwonego) Tahini.
OdpowiedzUsuńAle jakoś tak w październiku?
Czerwonego i czarnego!!! :D :D :D
OdpowiedzUsuńNa czarne proponuję spuścić zasłonę milczenia, niezależnie od Twojego mistrzostwa...
UsuńZapasy czarnego są zużywane do produkcji pieczywa na zakwasie! :D :D :D
UsuńCzerwonego i czarnego? Skandal!
UsuńMoże Stendhal?
Usuń