Sposobów jest wiele, ale, jednakowoż, też niemało.
No bo jak niżej.
Można poprosić Szuwarka.
Ale i tak wiadomo, że przyniesie to skutek w postaci jedynie względnego urozmaicenia, bo, po pierwsze, w soboty, po drugie zaś, na pierwsze Jej Cytrynowość zażyczy sobie curry, na drugie makaronu z sosem pomidorowym,
na trzecie kakao, a potem okaże się, że Szuwarek jakieś 30 godzin temu pozmywał i wyszedł, już jest poniedziałek & trzeba wstawać na śniadanie.
Na które Bengalski zaserwuje budyń.
Ale niczego więcej, bo potrafi jeszcze przyrządzać tylko jajecznicę.
Ale nie może: wszystkie jajka, nie wyłączając tych z niespodzianką, przepiórczych & Fabergе́, jeszcze w zeszłym tygodniu zjadł ktoś z kolektywu.
Sprawcy nie udało się dotychczas ustalić; nie ma też kogo wysłać po nowe,
bo Be. uparcie odmawia.
Podania przyczyn zresztą też.
Może i słusznie; chodzi w końcu o jajka, a posłuszeństwa, dodajmy właściwie
bez związku, nie ślubował.
Ani nawet, że niektórych nie opuści.
Ale to też dygresja; wróćmy do bardziej zasadniczego, chociaż nie głównego, wątku.
Którym są, przypomnijmy, jaja.
Co najmniej dwa tuziny wiejskich, więc mało prawdopodobne, że ktoś z sąsiadów podrzuci je na wycieraczkę. To w końcu nie przywiązywanie kurczaka do klamki
za pieczoną nóżkę...
Można zamówić pizzę.
Ale dopiero po 12:00.
I, niestety, dobrą najbliżej robią teraz w miejscu odległym, według służb topograficznych Cyberlandu, od Noch Less o, bagatela, czterdzieści pięć minut jazdy tramwajem.
Można spróbować wprosić się na smaczny posiłek do Zaprzyjaźnionych Blogerów.
Ale niewykluczone, że trafi się u nich akurat na moment (tak go nazwijmy),
w którym będą przyrządzać proste & pyszne danie z grzybów, wykorzystując
jako główny składnik pieczarki w ilości 6 (sześć) x 10 (dziesięć) = 60 litrów.
Można też sprawdzić, co podają w innych zakątkach Cyberlandu.
Ale wtedy okaże się zaraz, że jak kto przychodzi z nienowoczesnego domu
i równie nienowoczesnej zagrody, to sam sobie winien, i niech je najpierw doposaży, a potem dopiero myśli, że może by jednak jakoś spróbować to purée...
W tym czasie zagrzej w rondlu mleko (ja podgrzewam w
mikrofalówce,
aby uniknąć zbędnego brudzenia naczyń).
A może popcorn? :)
OdpowiedzUsuńTeż,okazuje się, trzeba mieć mikrofalówkę...
UsuńAlbo dowolny (a nawet całkiem wolny) garnek!!! :D :D D
UsuńAle ... a po mleko kto chodzi, skoro Bengalski tak przez cały dzień miesza i miesza ten budyń?
OdpowiedzUsuńZakupić też można jednorazowo całą furę suplementów i żyć dietą, jak nie przymierzając astronauta w (za przeproszeniem!) cyberkosmosie.
No, Ale ...
Ale robi sobie przerwy :-))).
OdpowiedzUsuńZ suplementami dobry pomysł, ale czy cyberkosmos nie będzie się po nich wydawał zbyt atrakcyjny?
Dlaczego jednorazowo? Ja zasadniczo nic nie mam do zakupów, tylko z tymi wyrobami drobiarskimi wolałbym się nie zadawać, no. Ale jak koniecznie będzie trzeba...
OdpowiedzUsuńBengalski, a co będziesz dreptał tyle razy po tych stromiznach? Się by kupiło raz, się by zamroziło...
UsuńI sruuu! ;)
Ale to by trzeba mieć lodówkę...
Usuń...wystarczy blog i ... tablica ogłoszeń!
UsuńNie utrudniaj! ;)
No to się dopiero Jej Cytrynowość ucieszy, że ktoś tablicę zauważył!
Usuń...po Twoich suplementach (nie mylić z używkami!) cyberkosmos byłby nuuudny!
OdpowiedzUsuńNie odlecimy, na pewno! :))))
Nooooooooooooooooo!
OdpowiedzUsuń