Ale co on tam wie. Niby taki uczony, niby wszystkie języki pozjadał,
a zaraz widać, że realiów nie zna.
Byle tygrys się zorientuje.
A co dopiero tygrys Bengalski.
Który nie da sobie w kaszę dmuchać.
Chyba że w jaglaną.
I gdyby ktoś chciał jego porcję, to chętnie odda.
Tymczasem jednak...
Zrobi bexie niespodziankę.
Wymyśli wpis do garnka.
Jutro przecież czwartek, komentarzy tyle, a Jej Cytrynowość właśnie zapowiedziała, że do soboty nie rusza się ze swojego latającego łóżka,
chyba że znów z niego spadnie.
Pomyślał, że dokładanie do wolnego garnka nie jest wcale trudne.
Zresztą, przecież tyle razy gotował budyń i nigdy nie przypalił.
O.
No, właśnie.
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:P_boel_martwa_natura_globus_l.jpeg
Wszystko naraz i wszędzie, czyli bałagan.
Instrument muzyczny.
Jest instrument.
Papuga.
Jest papuga.
Trochę tekstyliów. Można założyć, że dobrze namalowanych: kto nie potrafił, poprzestawał na landszaftach.
Dyskretny trop wiodący myśli ku Wielkiemu Światu Poza.
Co prawda, chyba nie wiadomo, jakiego koloru był kłębek nici królewny Ariadny, ale efody...
A u Epikteta jest purpurowa.
Tu trochę złotej.
I czerwona, też się nada. Dobra nasza.
Znajdowanie atrakcyjnych wizualnie slowkomponentów do umieszczenia
ich w wolnym garnku rzeczywiście nie jest trudne.
Zresztą, na garnkach to on, długoletni tygrys Bengalski, zna się jak mało kto.
Ani razu przecież budyniu nie przypalił.
I wie, gdzie są najlepsze ananasy, które Jej Cytrynowość lubi nie tylko jesienią.
Niby pluszowy, a proszę.
Głupi nie jest, tak? I jak mu dobrze idzie.
Tylko ten piesek.
Coś zamiast. Zwierzę, znaczy się, jakieś.
Nie osioł, bo Obstynat gotów się uprzeć i obrazić, na wszelki wypadek...
Nie hipopotam...
I nie nosorożec...
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Pietro_Longhi_1751_rhino.jpg
Najlepszy byłby kotek.
:-)
Albo kilka kotków. I może jakiś motyw muzyczny?
No, nie. Jeden w drugiego pyski mają jak Lis Przechera.
I zaraz się poleją cytrynowe łzy, że jak to tak, że przecież od mięsa to dna moczanowa, afty i kręgozmyk...
I te myszki takie biedne...
Westchnął ciężko, myśląc, że chciał dobrze, a zaraz wyjdzie jak zwykle.
Więc może spróbować ptaszki i inną gadzinę?
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Paolo_Porpora_-_Still-Life_with_an_Owl_and_an_Ibis_-_WGA18171.jp
No, tak.
Już to słyszy.
Pal sześć nawet histerię w głosie, ale te strzały z cytrynowym piórem...
w oczach...
A potem śśśświst, w jego sercu...
No to przepadło.
Trudno.
Ale będzie rosół z magnolii, nie ma zmiłuj.
W nim opium.
Bo, jak czujnie zauważył Okrutny Arcykuchmistrz, według przepisu Genowefy Bombke.
A Starsza, na szczęście, magnolie lubi. Wręcz uwielbia. Świetnie się składa.
A Tetryk taki nie jest, żeby ze wszystkimi do stołu nie usiąść.
Albo Watrę, powróconą na razie tylko do przytomności, szczegółowo
o materię tego jakiegoś Jej niby-grzechu wypytywać.
Więc niech już będzie rosół.
Tylko... To jakoś tak głupio... Magnolii szkoda.
I Jej Cytrynowość rosołu nie znosi.
No, to przepadło.
Jutro będzie futro.
Tygrysa Bengalskiego, wyprowadzić!
Już nic go nie uratuje.
Chyba że...
Chyba że...
No i patrzcie Państwo, pluszowy niby, a jednak potrafi.
Stary Holender...
Co prawda, Flamand...
Stary Holender-iluzjonista...
I ten jedynie słuszny motyw...
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Cornelis_Norbertus_Gijsbrechts_-_Silverware_in_an_Open_Cabinet.jpg
i tylko królika brak
OdpowiedzUsuńSpodziewamy się go na obiedzie.
UsuńI Pana Gąsiennicy! :D :D :D
OdpowiedzUsuńTen jest zawsze na swoim miejscu, tylko ono czasem znajduje się gdzie indziej.
UsuńLitości dla tygrysa!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dzięki, Mistrzu, spoko - bexa jest trudna, ale krzywdy u niej nie mam.
Usuń