Nikt nie uwierzył, mam nadzieję.
Bo nie będziemy.
Niech rosną, niekoniecznie aż tak wysoko.
Ale...
Ale będzie słońce i pogoda...
I ogród nam się otworzy...
I przywitamy się w nim z gąską...
I cóż z tego, że ułuda nikłej chwili...
A na razie, Drodzy Czytelnicy...
Na razie.
Od jutra do garnka dokładają Pierwszy & Drugi.
Co nie znaczy, że jutro dołożą. Ani, że dołożą w poniedziałek.
Pierwszy & Drugi to te dwa urocze makaki?
OdpowiedzUsuńNiech się tam smykają te fijołecki! I Ty też się smykaj Bexo, byleby miło i owocnie!
OdpowiedzUsuńDo zobaczenia, posłuchania i poczytania jak najszybciej!!! :)
Jak będzie słońce i pogoda!!!
Niech się otworzy, niech się otworzy...
OdpowiedzUsuńdobrze im z oczu patrzy :)
OdpowiedzUsuńO, bo to bardzo porządne cyborgi som...
UsuńPlac Biegańskiego, 42-217 Częstochowa.
OdpowiedzUsuńTalka czyta: Plac Bengalskiego.
42-217 Cytrynowa!
UsuńZaciekawiony „fijołeckami” (chociaż twórczość ludowa przyprawia mnie o drgawki) przeprowadziłem badania w sieci. Z łatwością znalazłem taką oto piosnkę:
OdpowiedzUsuńA jak będzie słońce i pogoda,
słońce i pogoda,/bis
pójdziemy se Jasiu do ogroda./bis
Będziemy se,
fijołeczki smykać,/bis
będziemy se ku sobie pomykać./bis
Nawąchasz się
ziela kwitnącego,/bis
nasłuchasz się śpiewania mojego./bis
Cóż mi przyjdzie
z ty twojej śpiewności,/bis
kiedy nie mam ku tobie wolności./bis
Pokłońże się
ojcu, matce do nóg,/bis
a będziesz miał tę wolność dalibóg./bis
Niby miło, ale tuż obok pojawiła się informacja, że ta, niewinna na oko, piosneczka to jakaś wersja wiejskiego erotyku śpiewanego tradycyjnie tuż po oczepinach:
Przyjdźże, miły, do mnie, do ogroda,
Będziesz kosił, gdy będzie pogoda.
A na koniec bomba – prawdziwa interesowność wyłaziła z Jasia, kiedy sobie podchmielił i śpiewał to, co mu na sercu leżało – bo nie o gładkie liczko i piękny głos, czy posągowe nogi wybranki chodziło, ani nawet o to rżnięcie kosą równo z trawą – nie, jemu chodziło o niewolnicę do roboty:
Kiedy będzie słońce i pogoda,
Wstąpże Jasiu do mego ogroda,
Nawąchasz się kwiatka pachnącego,
Napatrzysz się rumieńca mojego.
Cóż mi przyjdzie z tego napatrzenia,
Kiedy nie mam do ciebie sumienia.
A padnij-że ojcu, matce do nóg,
Da będziesz miał sumienie dalibóg.
A chybać by ja rozumu nie miał,
Żebym ciebie leniuchu ukochał.
Pozdrawiam
Jak viadomo, Vulpianie, najciekavsze jest v garnku to, czego v nim nie ma.
UsuńPozwolę sobie wyrazić nadzieję, że nie ruszysz tropem Pana Blyszczyńskiego uznawszy, iż utwór ten sam siebie dekonspiruje aż nadto.