A to nie wiem. Serce garnka bije w nieco gorszej, choć nieodległej od Pięknego Brzegu, dzielnicy. Gdzie nieustająco jest za pięć dwunasta. Albo pięć po. Nawet jeśli akurat siedem.
Czyli dwunasta plus minus pięć. A za dwadzieścia pięć czwarta to właściwie 15:35. Do takiego czasu od południa upływa 3*60+35 = 215 minut. Skoro jeden obrót ziemi (24*60 minut) odpowiada kątowi pełnemu (360), to obliczone 215 minut czasu wyznacza długość geograficzną (na wschód) przesuniętą o trochę ponad 53 stopnie. Warszawa leży na południku 21 stopni 05 minut. Po dodaniu otrzymujemy długość prawie 76 stopni (wschodnią). Ponieważ na początku mieliśmy plus minus pięć, więc teraz znajdujemy nie południk, tylko pewien pas, który nas interesuje. I proszę bardzo - na tej długości leży ten obiekt. To nie może być pomyłka. Pozdrawiam
Chyba nie załapałem. Rano czy wieczorem?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Na Fidżi czy w Lizbonie?
UsuńW sercu świata: na Żoliborzu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
A to nie wiem. Serce garnka bije w nieco gorszej, choć nieodległej od Pięknego Brzegu, dzielnicy. Gdzie nieustająco jest za pięć dwunasta. Albo pięć po. Nawet jeśli akurat siedem.
UsuńCzyli dwunasta plus minus pięć. A za dwadzieścia pięć czwarta to właściwie 15:35. Do takiego czasu od południa upływa 3*60+35 = 215 minut. Skoro jeden obrót ziemi (24*60 minut) odpowiada kątowi pełnemu (360), to obliczone 215 minut czasu wyznacza długość geograficzną (na wschód) przesuniętą o trochę ponad 53 stopnie. Warszawa leży na południku 21 stopni 05 minut. Po dodaniu otrzymujemy długość prawie 76 stopni (wschodnią). Ponieważ na początku mieliśmy plus minus pięć, więc teraz znajdujemy nie południk, tylko pewien pas, który nas interesuje. I proszę bardzo - na tej długości leży ten obiekt. To nie może być pomyłka.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
I nie jest!
OdpowiedzUsuńNo bo nie każdy Tiger ma tak dobrze, że go Bexa przygarnie, przyhołubi i w garnku schowa, gdy trzeba...
UsuńOraz, dodajmy, nie przerobi na zupę z wkładką...
UsuńNajwyżej odgryzie ucho, oczywiście niechcący...
OdpowiedzUsuń